Thursday, November 03, 2005

Dlaczego Google czeka bolesne potkniecie

Przygladajac sie obecnej sytuacji Google zauwazylem kilka faktow, ktorych zdaje sie sama firma w sobie nie dostrzegac, a ktore moga sie skonczyc dla nich dosc bolesnie. Lista jest krotka:
1. bezkierunkowosc i ruszanie na wszystkie fronty jednoczesnie
2. brak synergii lub tez konwergencji
3. jedno zrodlo przychodow
4. zachlysniecie sie kasa
5. szybka strata wizerunku, przechodzenie z "tych dobrych" do "tych zlych"
6. zaczynanie z "dobrymi" typu ebay lub craigslist, atakowanie serwisow opartych na spolecznoscach.
7. walka z microsoftem
Wyjasnienie jest dluzsze:
Kolejne premiery nastepnych uslug, w wiekszosci w fazie beta, bez powiazania ich ze soba sa slaba strona Google. Oczywiscie wszyscy zakladaja, ze za tym kryje sie "wielki plan" i jakos odnajdzie to swoje miejsce w calosci. Jednak to co uzytkownicy dostaja to rozsypane klocki a nie systematycznie budowany krok po kroku system. Prawdopodobnie trudno jest prowadzic projekty jeden za drugim i jednoczesnie pozwalac swoim pracownikom na swobode eksperymentow ale trzeba pamietac, ze najwieksza wartoscia Google jest jakosc ich uslug. Trudno dopatrywac sie jakosci w balaganie, trudno tez nad balaganem panowac.
Inna kwestia, powiazana z poprzednia: jedno zrodlo przychodow, programy reklamowe, stanowiace okolo 90% (jeszcze nie przeczytalem ich ostatniego raportu finansowego wiec niestety nie moge podac dokladniej). Sam system reklam tekstowych, mimo, ze jak do tej pory najlepszy ma swoje wady, ktore pojawiaja sie coraz czesciej. Konkurencja zas wchodzi coraz szybciej na ten rynek. Po tym jak Yahoo zabral sie za tworzenie swojego systemu reklam tekstowych takze Microsoft dostrzegl w tym mozliwy sposob finansowania swoich serwisow. Z drugiej strony na model web2.0 nadchodzi plaga piractwa2.0 czyli click fraud i nieuczciwego zarabiania na reklamach. Walka z konkurencja moze sie okazac duzo prostsza niz walka z falszywymi kliknieciami, spamem i calym, ciagle poszerzanym zestawem sztuczek.
Dywersyfikacja zrodel przychodu przez Google pociagnela zas za soba wspomniany wyzej balagan. Poza tym nalezy pamietac, ze nowe produkty sa w wiekszosci bezplatne i bez reklam. Kiedys beda musialy na siebie zarabiac, pytanie czy uzytkownicy beda je wtedy kochac na tyle by zaczac za nie placic lub zaakceptowac reklamy.
Oferta publiczna dala Google spore rezerwy gotowki. Tak wiec pieniadze te poszly na rozwoj, przejecia, rekrutacje. Wszystko wedlug zasady 70-20-10 (70 na wyszukiwarke, 20 na produkty powiazane, 10 na innowacje z innych dziedzin). Jednak w tym wszystkim Google powtarza bledy jakie popelnialy firmy przed peknieciem banki internetowej. Uzyskane finansowanie przeznaczaly na blyskawiczne napuchniecie struktury firmy. Przyrost do 5000 tysiecy pracownikow obecnie z 1600 w roku 2003 jest z pewnoscia wielka proba dla slynnej kultury firmowej w Google.
Coraz wiecej pojawia sie takze sygnalow, wynikajacych wlasnie z tego napuchniecia, o pogorszeniu sie wizerunku firmy. Samo haslo przewodnie "Nie czynic zla" nie wystarcza do zachowania wizerunku przyjaznej firmy. Kolejne procesy, kolejne slowa krytyki za dzialania powoli zmieniaja sposob w jaki widzimy Google, juz przestaje sie dostrzegac stworzona w akademiku firme dwoch studentow a zaczyna widziec wielka korporacje, sila wchodzaca na kolejne rynki. Wizja dzialan firmy jest niejasna, firma niewielu rzeczom zaprzecza, jeszcze mniej potwierdza. Mniejsze firmy zaczynaja sie bac, zas Google dzieki temu traci swoj pozytywny wizerunek w blyskawicznym tempie.
Nie pomagaja w jego ratowaniu kolejne plotki (oraz ich potwierdzanie) na temat wchodzenia Google na pole serwisow typu ebay lub craigslist. Konkurencja jest dobra, trzeba jednak pamietac, ze sa to serwisy oparte na spolecznosciach, i to w stopniu silniejszym od Google. Sa to serwisy postrzegane glownie jako "ci dobrzy" i staranie sie atakowac ich jest skazane na opor ich uzytkownikow. Ich uzytkownicy sa scislej ze soba powiazani niz uzytkownicy Google. Kazdy ruch na tym polu daje efekt w postaci walka koroporacji z uzytkownikami.
Walka z microsoftem jest zas bledem dla obu stron. To jednak opisze innym razem.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home